Polityka to temat, który wywołuje gorące dyskusje, wymienianie się skrajnymi nieraz poglądami, co skutkuje nawet i kłótniami. A skoro temat budzi tyle emocji, to nic dziwnego, że za komentowanie bieżących politycznych wydarzeń biorą się nieraz przedstawiciele przemysłu rozrywkowego, takiego jak choćby branża gier komputerowych. Tego typu rozrywka pomaga niejednym zapewne nawet wyładować polityczne frustracje. Tylko czy jest tu jakaś granica, której nie powinno się przekraczać?
Bitwa o krzyż
Ta kontrowersyjna gra nawiązuje do wydarzeń, które rozegrały się niedługo po katastrofie lotniczej w Smoleńsku, w której zginęło dziewięćdziesiąt sześć osób, w tym prezydent Polski Lech Kaczyński z małżonką. By uczcić pamięć o ofiarach, działacze organizacji harcerskich postawili przed budynkiem Pałacu Prezydenckiego drewniany krzyż.
Działanie to miało promować pomysł ustawienia w tym miejscu pomnika, sam krzyż miał zatem już z założenia stać w tym miejscu jedynie tymczasowo. Kiedy jednak nowo wybrany prezydent Bronisław Komorowski podjął konkretne działania, by usunąć krzyż sprzed Pałacu Prezydenckiego i przenieść go w miejsce kultu (docelowo miał to być Kościół św. Krzyża), społeczeństwo wyraźnie się podzieliło. Znalazła się spora grupa, która opowiedziała się za pozostawieniem krzyża smoleńskiego w jego dotychczasowej lokalizacji, uważając, że ten znak powinien świadczyć o pamięci o ofiarach katastrofy aż do czasu powstania pomnika z prawdziwego zdarzenia.
Właśnie o te burzliwe wydarzenia, będące prawdziwym światopoglądowym starciem, oparto grę „Bitwa o krzyż”. Postać, w którą wciela się tu gracz, jest stereotypową „moherową babcią”, starszą panią w charakterystycznym berecie i płaszczu. Kierując ową bohaterką, musimy jak najdłużej bronić krzyża przed policją, harcerzami i księżmi, którzy chcą zabrać go sprzed Pałacu Prezydenckiego i przenieść na nowe miejsce.
Mechanika rozgrywki i jej satiryczny wydźwięk
Obrona bynajmniej nie polega na czuwaniu przy krzyżu i modlitwie, jak w rzeczywistości. Babcia z gry ma do dyspozycji znicze, którymi ciska w swoich przeciwników. Rozgrywka toczy się dopóty, dopóki wreszcie któryś z księży nie dopadnie do krzyża i nie wyniesie go pod pachą. Bitwa jest więc z perspektywy uczestnika rozgrywki nie do wygrania — liczy się jednak czas jej trwania i zdobyte podczas jej przebiegu punkty. System punktacji opiera się nie tylko na trafieniach, ale także na unikaniu strat wśród bohaterów próbujących dotrzeć do krzyża.
Jak widać z tego krótkiego opisu, całemu zdarzeniu, choć przecież niewesołemu, nadano formę prześmiewczą, w szczególności obrońcom krzyża, sprowadzonym tu do owej babuleńki, rzucającej w adwersarzy zniczami i wyzwiskami. W ten sposób autorzy niejako komentują tamte wydarzenia i jednocześnie zajmują określoną stronę w tym konflikcie. Pomysł z pewnością był ryzykowny, ale okazuje się, że kontrowersja bywa swego rodzaju magnesem, zwłaszcza zapewne dla tych stojących nieco z boku, dla których lokalizacja smoleńskiego krzyża nie była sprawą spędzającą sen z powiek. Gra zdobyła tysięce pobrań w zaledwie kilka dni od premiery, co potwierdza, że prowokacyjne treści przyciągają uwagę niezależnie od ich wartości merytorycznej.

Demokracja 3: Edycja (Nie)parlamentarna
Jest to trzecia część cyklu gier, z których każda jest politycznym symulatorem, pozwalającym graczowi sprawować rządy nad fikcyjnym demokratycznym państwem. Jego decyzje w obliczu wyzwań ekonomiczno-gospodarczych oraz społecznych wpłyną na to, czy uda mu się utrzymać przy władzy. Oryginalnie seria „Democracy” powstała w Wielkiej Brytanii i odnosiła się przede wszystkim do realiów zachodnioeuropejskich i amerykańskich, oferując wybór między scenariuszami takimi jak USA, Wielka Brytania czy Niemcy.
Polski akcent w międzynarodowej serii
Tym co wyróżnia trzecią część, jest jej polskie wydanie — mowa tu o edycji kolekcjonerskiej o dowcipnym podtytule „Edycja (Nie)parlamentarna”. Zawiera ona pięć scenariuszy, odnoszących się do najbardziej aktualnych polskich realiów politycznych. Jednym z nich jest „Polska 2015: Dobra zmiana”. Można tu odnotować nie tylko nazwy autentycznych partii, ale i obecność programów obecnego rządu, takich jak obniżenie wieku emerytalnego czy program 500+. Scenariusz uwzględnia również realne dylematy fiskalne, przed którymi staje każdy rząd — sfinansowanie obietnic wyborczych przy jednoczesnym zachowaniu równowagi budżetowej.
Możesz przejąć media, „usprawnić” Trybunał Konstytucyjny, obłożyć podatkiem banki i obsadzić stanowiska w służbie publicznej zaufanymi ludźmi o wysokich kwalifikacjach moralnych — możemy przeczytać w oficjalnym opisie gry. Już ten ironiczny tekst pozwala przypuszczać, że autorzy dodatku bynajmniej nie są zwolennikami obecnego rządu. Znów do rozgrywki wkrada się więc polityczna satyra, co zwykle jest przez graczy mile widziane. Gra pozwala również eksperymentować z przeciwnymi strategiami — wprowadzać reformy liberalne, inwestować w instrumenty finansowe czy otwierać gospodarkę na zagranicznych inwestorów, co daje pełen obraz trudności związanych z zarządzaniem państwem.
Edukacyjny potencjał symulacji politycznych
Warto podkreślić, że tego rodzaju gry, mimo ironicznego tonu, mogą pełnić także funkcję edukacyjną. Gracz uczy się podstaw ekonomii, zależności między decyzjami politycznymi a nastrojami społecznymi, a także tego, jak skomplikowane jest godzenie interesów różnych grup wyborców. System gry wymusza kompromisy — każda decyzja zadowala jednych, a alienuje drugich, co w prosty sposób ilustruje mechanizmy rządzące demokracją przedstawicielską.
Sejm 2005 ShootOut
Jak widać z powyższych przykładów, każda gra zahaczająca o politykę wiąże się z pewnymi kontrowersjami. Ale chyba żadna nie idzie w tych zapędach tak daleko jak „Sejm 2005 ShootOut”, czyli sejmowa strzelanka. Gra stwarza możliwość zdecydowania o kształcie sejmu poprzez… wystrzelanie członków tych ugrupowań, których byśmy sobie w nim nie życzyli. Mechanika jest prosta — gracz wciela się w postać uzbrojną w broń palną i eliminuje polityków pojawiających się na ekranie, którzy reprezentują konkretne partie polityczne.
Granica dobrego smaku w grach politycznych
Ostre? Oczywiście, że tak. Można tu postawić pytanie o to, gdzie przebiega owa cienka granica, poza którą ryzykowne pomysły przestają być już tylko kontrowersyjne, a stają się zwyczajnie niesmaczne. Nie liczmy jednak na to, że uda się uzyskać jedną, obiektywną odpowiedź. Wszystko to są bowiem kwestie indywidualne — każdy ma inny poziom akceptacji tego typu treści. Część odbiorców traktuje takie produkcje jako formę czarnego humoru, inni widzą w nich przekroczenie granic przyzwoitości.
Jedni zatem powiedzą, że strzelanie do polityków na ekranie komputera to już wkraczanie na grząski grunt i propagowanie przemocy — a przecież i bez tego trafiają się szaleńcy, którzy chcieliby zlikwidować członków nielubianej partii (co prowadzi czasem do tragedii takich jak atak na biuro poselskie PiS w Łodzi). Na pewno nie brak będzie jednak i takich, którzy powiedzą, że przecież to tylko gra. W takich wypadkach zresztą nawet krytyka może być twórcom gry „na rękę” — przecież im więcej będzie się mówiło o ich dziele, tym większy zyska ono rozgłos.
Odpowiedzialność twórców rozrywki cyfrowej
Warto zastanowić się nad odpowiedzialnością twórców takich produkcji. Czy developer ma prawo do całkowitej swobody twórczej, nawet jeśli jego dzieło może zostać odebrane jako podżeganie do przemocy? Czy istnieją treści, które — mimo iż mieszczą się formalnie w granicach prawa — powinny zostać odrzucone z powodów etycznych? Te pytania nie mają jednoznacznych odpowiedzi, ale ich samo postawienie wskazuje na złożoność relacji między sztuką, rozrywką a odpowiedzialnością społeczną. Należy również pamiętać, że gry wideo — choć często lekceważone jako „zabawki” — mają realny wpływ na kształtowanie postaw i opinii, szczególnie wśród młodszych odbiorców.



















bitwa o krzyż to już klasyka tamtych akcji nie tylko w realu 🙂
Czego to ludzie nie wymyślą xD Ale w sumie można było się tego spodziewać i nawet się nie dziwie, że powstały te gry i jeszcze cieszą się popularnością.